Logo DKE
banner

Dzień skupienia Kwiecień 2011 - teksty konferencji ks. Stefana Wylężka




JAN PAWEŁ II O BOŻYM MIŁOSIERDZIU

 

1. DZIEDZICTWO JANA PAWŁA II

 

„Tu es Petrus” – usłyszał Szymon syn Jony – „Tobie dam klucze królestwa”.

Ludzie, którym troskę o dziedzictwo królestwa powierzono,

Zbieraja sie tutaj, pozwalają się ogarnąć sykstyńskiej polichromii,

Wizji, którą Michał Anioł pozostawił –

Tak było w sierpniu a potem w październiku pamietnego roku dwóch konklawe

I tak będzie znów, gdy zajdzie potrzeba, po mojej śmierci

(Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski, Kraków, 2003, s. 26)

 

Tak pisał Jan Paweł II w Tryptyku Rzymskim. Pisał patrząc na historię świata i Kościoła, w której następowaniu pokoleń towarzyszy następowanie kolejnych papieży, nastepców świętego Piotra, biskupa Rzymu. Patrzył również na rozpoczynajacy się XXI wiek, trzecie tysiąclecie, a w nim na pontyfikaty kolejnych papieży na Piotrowej Stolicy i nowe pokolenia uczniów Chrystusa.

Osobowość tego Papieża oraz jego wyjątkowy charyzmat nie może nas zatrzymać na na drodze, po której on kroczył, aż do momentu swego odejścia, ale powinien być dla nas dodatkowym motywem, by nie ustać na tej drodze. Myśląc o jego życiu powinniśmy się czuć ubogaceni. To co się stało na świecie w dniach odchodzenia i śmierci Jana Pawła II i bezpośrednio po niej powinno być przedmiotem głębszego zastanowienia się we wspólnocie całego Kościoła, poszczególnych ruchów odnowy życia i najmniejszych wspólnot uczniów Chrystusa. To był niezwykły czas w życiu Kościoła. „Fenomen kwietnia 2005 r.” pokazał czym w istocie był pontyfikat Jana Pawła II i jakie miał on znaczenie dla współczesnego świata. Jan Paweł II gromadził wokół siebie setki tysięcy ludzi, ale nigdy nie zgromadził ich tyle ile w dniach swej smierci i dni poprzedzających jego pogrzeb. Fenomen ten powiedział nam bardzo wiele o duchowej kondycji współczesnego świata. Zobaczyliśmy jak bardzo otaczający nas świat przeniknięty jest „głodem duchowym”. Potrzebuje także jasnych, wyrazistych i przejrzystych autorytetów, i pragnie, by wskazywały one drogę w gąszczu codziennych problemów. Zobaczyliśmy też, że dziedzictwo Jana Pawła II jest wielkie, a współczesne pokolenie mieszkańców ziemi pragnie żyć w jego duchu. Dziedzictwo to powinniśmy teraz głęboko i poważnie studiować, analizować, popularyzować i wprowadzać w życie.

„Fenomen kwietnia 2005” pokazał jak bardzo świat współczesny potrzebuje świadków wiary promieniujących świętością. Jednak, co to znaczy być świadkiem  w dzisiejszym świecie. „ Świadek” to ktoś kto przekazuje innym to czym sam głęboko żyje i kto gotów jest potwierdzić swoje przekonania męczeństwem. Takim właśnie świadkiem był Jan Paweł II. Można przekazać tylko to czym się jest. „Dobro czyni sie nie przez to co się mówi lub się robi, ale przez to czym się jest i na miarę tego, jak Jezus w nas żyje”( Charles de Foucauld). ( Brat Moris, Żyć kontemplacją w sercu świata, Esprit, Kraków, 2005, s. 118).

Jan Paweł II stawiał sobie pytania dotyczące swego miejsca i posługi w Kościele. Postawił je z okazji 20-lecia pontyfikatu, 18 października 1998 roku. Biskup, a w jeszcze większym stopniu Papież musi ciągle wracać do źródeł mądrości, które prowadzą do zbawienia. Musi kochać słowo Boże. Po dwudziestu latach służby na Stolicy Piotrowej muszę sam sobie dzisiaj zadać kilka pytań: „czy zachowałeś to wszystko? Czy byłeś gorliwym i czujnym nauczycielem wiary w Kościele? Czy próbowałeś przybliżać współczesnym ludziom wielkie dzieło II Soboru Watykańskiego? Czy próbowałeś zadowolić oczekiwania wierzących w Kościele i także ten głód prawdy, który daje się odczuć w świecie poza Kościołem?”

A pięć lat później dodał bardzo znaczące słowa: „... od początku pontyfikatu moje myśli, modlitwy i działania ożywia jedno pragniemie: dawać świadectwo o tym, że Chrystus Dobry Pasterz jest obecny i działa w swoim Kościele; że wciąż szuka każdej owcy, która się zagubiła, zabłąkaną doprowadza z powrotem do owczarni, opatruje skaleczoną, umacnia słabą i chorą, a mocną ochrania. Z tego względu od pierwszego dnia nie przestawałem zachęcać: „Nie lękajcie się przyjąć Chrystusa i przyjąć Jego władzy!” I dziś powtarzam z mocą: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Pozwólcie Mu się prowadzić. Zaufajcie   Jego miłości!”

Temat mojego wystąpienia dotyczy nauczania Jana Pawła II o Miłosierdziu Bożym. Zanim jednak o tym powiem chciałbym zatrzymać się na dwóch ważnych cechach życia Jana Pawła II: jego dyscyplinie codzienności i kierunku tego pontyfikatu, wyznaczonego w dniu inauguracji 22 października 1978 roku.

 

DYSCYPLINA ŻYCIA JANA PAWŁA II

 

Geoge Weigel pisze, że Karol Wojtyła nie zapamiętał wzroku matki. Miał 9 lat kiedy zmarła. Podobnie Michał Anioł nie zapamiętał wzroku matki – jego Pieta w Bazylice świętego Piotra o tym świadczy. Maryja nie patrzy na Jezusa, a przed siebie. Zapamiętał bardziej Ojca i jego troskę. Sam o tym pisze tak :

Matkę straciłem jeszcze (…) w wieku dziewięciu lat i dlatego mniej ją pamiętam (…) Po jej śmierci, a następnie po śmierci mojego starszego brata, zostaliśmy we dwójke z Ojcem

(…) Tak więc stosunkowo szybko stałem sie częściowym sierotą i « jedynakiem ». Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią Ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków.

 Ten mój Ojciec, którego uważam za niezwykłego człowieka, zmarł – prawie nagle – podczas drugiej wojny światowej i okupacji, zanim ukończyłem dwudziesty pierwszy rok życia. (Jan Paweł II, Autobiografia. Wybrała i ułożyła Justyna Kilańczyk-Zięba, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2003).

 

Czytając te słowa można zrozumieć dyscyplinę życia i ascetyczne wymagania jakie stawiał przed sobą i je realizował – godzina wstawania, modlitwa, godzina święta, droga krzyżowa. Wiemy, że jego praca była ciągle przeplatana modlitwą.

 

 

NIE LĘKAJCIE SIĘ

 

Podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu, 22 października 1978 r. Jan Paweł II zwrócił się w homilii do wiernych całego świata: «Bracia i siostry, nie lękajcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzy. Pomóżcie Papieżowi i wszystkim, którzy pragną służyć Chrystusowi, a mocą Jego władzy – służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi.

Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie!

Dzisiaj tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej duszy, swego serca. Tak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Tak często opanowuje go zwątpienie, które przechodzi w rozpacz. Pozwólcie zatem – proszę was, błagam was z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On ma słowa życia, tak, życia wiecznego».

Te słowa «nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi» można było znaleźć potem wypisane w wielu miejscach: w kościołach, szkołach, domach opieki. Znaczyło to, że wierni dobrze zrozumieli to przesłanie. Czy świat współczesny żyje w lęku? Do tego problemu Papież wróci w swej programowej encyklice Redemptor Hominis. W rozdziale zatytułowanym Czego lęka się współczesny człowiek? Jan Paweł II zauważa, że «człowiek coraz bardziej bytuje w lęku. Żyje w lęku, że jego wytwory — rzecz jasna nie wszystkie i nie większość, ale niektóre, i to właśnie te, które zawierają w sobie szczególną miarę ludzkiej pomysłowości i przedsiębiorczości — mogą zostać obrócone w sposób radykalny przeciwko człowiekowi. Mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć. Musi przeto zrodzić się pytanie, na jakiej drodze owa dana człowiekowi od początku władza, mocą której miał czynić ziemię sobie poddaną (por. Rdz 1, 28), obraca się przeciwko człowiekowi, wywołując zrozumiały stan niepokoju, świadomego czy też podświadomego lęku, poczucie zagrożenia, które na różne sposoby udziela się współczesnej rodzinie ludzkiej i w różnych postaciach się ujawnia» (RH, 15).

Człowiek żyjący w ciągłym lęku nie jest człowiekim wolnym, a przecież ku wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5, 1). Dlatego Papież nie tylko woła «nie lękajcie się», ale zaraz dodaje: «otwórzcie drzwi Chrystusowi», bo tylko w ten sposób możemy lęk pokonać. To przyjęcie Chrystusa nie tylko nie jest zagrożeniem dla człowieka, ale stanowi jedyną drogę do odkrycia prawdy o człowieku i poznania jego wartości. Tę syntezę życia i Ewangelii możemy doświadczać w naszym codziennym życiu, kiedy nie zatrzymujemy się na lęku, ale poprzez przylgnięcie do Chrystusa możemy odnaleźć styl życia bardziej zgodny z ludzką godnością.

Wezwanie «nie lękajcie się» podpowiada nam, że istnieją co najmniej trzy wymiary chrześcijańskiego życia, w których wyraźnie dochodzi do głosu wiara i zaufanie w Boże Miłosierdzie.

Po pierwsze, w ujęciu indywidualnym, osobistym dotyczy ono przeciwności życiowych, lęków, utraty kogoś bliskiego, załamania się jakiegoś planu życiowego, doświadczenie zła, które nas dosięga w sposób niewytłumaczalny. Zawołanie: «nie lękajcie się» odkryje przed nami horyzont nadziei, nowe spojrzenie na wszystko co się dzieje i przyjęcie trudności bytowania.

Po wtóre, wobec trudności jakie niesie każdy proces historyczny i społeczny pozwala chrześcijaninowi podchodzić z rozważną nadzieją do problemu wojen, głodu, zamachów terrorystycznych, prześladowań czy katastrof naturalnych. Wymaga to twórczego zaangażowania się w aktualną rzeczywistość z nadzieją na nadejście  Bożego królestwa.

Po trzecie, «nie lękajcie się» odnosi się do rzeczywistości eklezjalnej. Kościół może cierpieć prześladowanie lub brak zrozumienia, może podupadać w swych praktykach religijnych, może być stosunkowo mało robotników wobec wielkości żniwa. Wtedy tym bardziej trzeba szukać rozwiązań wypływających z pewności, że Bóg nie opuszcza łodzi, która jest samym „Ciałem Chrystusa”.

Święty Paweł w liście do Rzymian (8,15; 35-39) ujmuje w sposób nadzwyczajny to wszystko, co zawiera ewangeliczne zawołanie «nie lękajcie się». Oto tekst: «Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym».

W październiku 1995 roku przemawiając na forum ONZ Jan Paweł II nazwał siebie samego „świadkiem nadziei”. Nadzieja to nie optymizm. Optymizm i pesymizm są kwestią optyki, naszego spojrzenia na różne sprawy, które może się zmienić z dnia na dzień. Nadzieja jest stabilna, bo opiera się na wierze, na przekonaniu, że w Jezusie Chrystusie w taki sposób odkrywamy prawdę, że ona zawsze nas wyzwala.

 

MIŁOSIERDZIE BOŻE

– SZUKANIE CZŁOWIEKA POTRZEBUJĄCEGO ODKUPIENIA

Jezus objawia nam miłosierdzie jako zdolność miłowania, polegającą na umiejętności zaczynania wszystkiego od nowa. Kim jest bowiem Ojciec Jezusa Chrystusa? Tym, który troszczy się wciąż o ciebie, bez znużenia, bo cię kocha, bardzo kocha. W liście apostolskim Tertio Millennio Adveniente Ojciec Święty posługuje się szczególnie wymownym pojęciem w tym względzie. Stwierdza mianowicie, że jedna z cech charakterystycznych wiary chrześcijańskiej polega właśnie na «wychodzeniu» Boga «naprzeciw»: «W Jezusie Chrystusie Bóg nie tylko mówi do człowieka – Bóg szuka człowieka. Wcielenie Syna Bożego świadczy o tym, że Bóg szuka człowieka. To poszukiwanie Jezus sam wielokrotnie przyrównywał do poszukiwania zagubionej owcy (por. Łk 15, 1-7). Jest to poszukiwanie, które rodzi się we wnętrzu Boga i osiąga swój szczyt we Wcieleniu Słowa. Jeśli Bóg wychodzi na poszukiwanie człowieka stworzonego na swój obraz i podobieństwo, czyni to dlatego, że go miłuje odwiecznie w Słowie i pragnie go wynieść w Chrystusie do godności przybranego dziecka. Bóg więc wychodzi na poszukiwanie człowieka, który jest Jego szczególną własnością w sposób odmienny niż jakiekolwiek inne stworzenie. Jest własnością Boga na podstawie wyboru miłości: Bóg szuka człowieka z potrzeby ojcowskiego serca». (Tertio Millennio Adveniente, 7).

W rzeczy samej miłosierdzie wyraża tę miłość, która sięga aż do wybaczenia. Jest to wielka tajemnica wiary chrześcijańskiej i właściwa jej specyfika: głoszenie, że Bóg kocha tak dalece, iż wybacza i wymaga, aby ten, kto w Niego wierzy, miłował tak jak On. Miłość Boga i ludzi wynika bezpośrednio z objawienia Bożego ojcostwa. Jeżeli bowiem Ojciec kocha faktycznie wszystkich i wybacza winy tym wszystkim, którzy za nie żałują (i pokutują), to również ludzie jako bracia i siostry, dzieci tego samego wspólnego wszystkim Ojca powinni się odznaczać w swoim życiu zdolnością wybaczania. Ewangelista Jan nie przestaje powtarzać, także nam żyjącym obecnie, tego zobowiązania adresowanego bezpośrednio do pierwszych chrześcijan: «Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała» (1J 4, 11-12).

O miłosierdziu Boga Jan Paweł II pisze pięknie w encyklice Redemptor Hominis: «Bóg stworzenia objawia się jako Bóg odkupienia, jako Bóg, który jest wierny Sobie Samemu (por. 1 Tes 5, 24), wierny swej miłości do człowieka i do świata, wyrażonej w dniu stworzenia. A miłość Jego nie cofa się przed niczym, czego w Nim Samym domaga się sprawiedliwość. I dlatego Synowi swojemu nie przepuścił, ale Go „dla nas grzechem uczynił” (2 Kor 5, 21; por. Ga 3, 13). Jeśli „uczynił grzechem” absolutnie Bezgrzesznego, to dlatego, aby objawić miłość, która zawsze jest większa od całego stworzenia, które jest Nim Samym, gdyż „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8. 16). A nade wszystko jest Ona większa od grzechu, od słabości, od „marności stworzenia” (Rz 8, 20), potężniejsza od śmierci – stale gotowa dźwigać, przebaczać, stale gotowa wychodzić na spotkanie marnotrawnego dziecka (por. Łk 15, 11 nn.), stale szukająca „objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19), którzy są wezwani do chwały (Rz 8, 18). To objawienie miłości nazywa się również miłosierdziem. To objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus.» (Redemptor Hominis, 9).

Ideę miłosierdzia Bożego kard. Wojtyła przywiózł do Rzymu z Krakowa, gdzie czterdzieści lat wcześniej zmarła siostra Faustyna Kowalska. «Czuję - pisała w Dzienniczku – że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. (…) Stąd wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście». Kard. Wojtyła był przekonany o prawdziwości tych objawień, a więc i o konieczności głoszenia miłosierdzia Bożego. Pierwszym punktem tego głoszenia była encyklika «Dives in Misericordia». Czym jest miłosierdzie? To wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w człowieku i w świecie, to szczególny sprawdzian tej miłości, która nie daje się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwycięża (Rz 12, 21). Istotą miłosierdzia nie jest działalność charytatywna, ale bolesne mocowanie się z grzechem i pokorne poddawanie się działaniu miłosiernego Boga.

W 2005 r. otrzymaliśmy książkę «Pamięć i tożsamość», a w niej również rozważania o miłosierdziu Bożym, będące owocem doświadczenia pokolenia ludzi, którzy przeżyli tragedię zła wojny i totalitaryzmu. Czy jest granica postawiona przez Boga złu, którego sprawcą i ofiarą jest człowiek? Jest nią ostatecznie miłosierdzie Boże. W zrozumieniu tej prawdy pomaga nam przypowieść o Synu Marnotrawnym. Człowiek jest wielkim marnotrawcą darów Bożych. Porzuca dom, Ojca, trwoni majątek Ojca i swój, marnuje jego miłość. Wszystko inne jest wtórne. Miłosierdzie wierzy, że wszystko jest jeszcze do uratowania. Nie wszystko stracone. Trzeba się nawrócić, bo dom ojcowski otwarty. Miłosierdzie to nie pobłażliwość; aby się urzeczywistniło trzeba spełnienia dwóch warunków: otwarcia Ojca i nawrócenia syna. Aby miłość Boża przyniosła owoc potrzeba, aby syn zaufał. Bóg przebacza tyle razy ile grzesznik o to prosi. Siostra Faustyna obrazowo ilustruje tę Bożą wszechmoc mówiąc, że spali On jak słomę wszystkie grzechy ludzi. Pan Bóg przebacza po Bożemu, człowiek tego nie rozumie, bo nie potrafi tak przebaczać. «Każdy odruch naszego miłosierdzia jest tryumfem Ewangelii i w tym momencie chrystianizm okazuje się skuteczny» – pisał wielki znawca mistyki o. Henri de Lubac SJ.

Zawierzając świat Bożemu miłosierdziu w sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach Jan Paweł II prosił nas o modlitwę – szturm modlitwy w intencji całego świata oraz byśmy byli świadkami miłosierdzia. To jego testament, który nam zostawił. «Dlatego dziś w tym sanktuarium, chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tu zostało ogłoszone przez pośrednictwo św. Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść "iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście" (por. Dzienniczek, 1732). Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!

 

 

Boże, Ojcze miłosierny,

który objawiłeś swoją miłość w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,

i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,

Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka.

Pochyl się nad nami grzesznymi,

ulecz naszą słabość, przezwycięż wszelkie zło,

pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi

doświadczyć Twojego miłosierdzia,

aby w Tobie, trójjedyny Boże, zawsze odnajdywali źródło nadziei.

Ojcze przedwieczny,

dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twego Syna,

miej miłosierdzie dla nas i całego świata! Amen».

(Łagiewniki, 17 sierpnia 2002 r.)

 

PONTYFIKAT, KTÓRY TRWA

 

Żaden pontyfikat nie zamyka historii Kościoła, ale laska pasterska jest przekazywana kolejnemu następcy św. Piotra. Kiedy po śmierci dobrego papieża Jana został wybrany na Stolicę Piotrową kardynał Montini, który przyjął imię – Paweł VI, podczas Mszy św., którą sprawował w intencji swojego poprzednika, powiedział w homilii: «Już nie wstecz, już nie na niego patrzymy teraz, lecz na horyzonty, które otworzył przed Kościołem. Jeśli chcemy rzucić ostatnie spojrzenie na jego grób, już zamknięty, powinniśmy powiedzieć o jego dziedzictwie, którego grób nie może zamknąć – o duchu, którego wlał w naszą epokę i którego nie może zdławić śmierć. Naszym obowiązkiem jest nie tyle pisać o jego przeszłości, ile ukazywać przyszłość z niego się rodzącą». A następca Jana Pawła II, Benedykt XVI, tuż po konklawe powiedział o swoim poprzedniku: «Wydaje mi się, że trzyma mnie mocno za rękę, że widzę jego uśmiechnięte oczy i słyszę jego słowa skierowane w tym momencie szczególnie do mnie: <Nie lękaj się>».

Gdzie Jan Paweł II znajdował energię potrzebną do codziennego zaangażowania w sprawy Kościoła i świata? Odpowiem; w ustawicznej modlitwie i głębokiej łączności ze zbawczym cierpieniem Chrystusa. Uczestnicząc wielokrotnie w modlitwie i Mszy świętej w prywatnej jego kaplicy i obserwując go podczas wielkich ceremonii liturgicznych mogę zaświadczyć, że czerpał on z tej nieustannej modlitwy zadziwiający dynamizm swojego pontyfikatu i zdolność odnajdywania siły, kiedy wydawało się, że jest całkowicie przemęczony.

Ten, który na początku pontyfikatu był nazywany „bożym sportowcem“ ryzykował życie 13 maja 1981 roku. To był poczatek hospitalizacji w Klinice Gemelli w Rzymie. W pierwszych latach pontyfikatu Jan Paweł II był odbierany jako ten, który przemawia dzięki osobistej sile swej komunikacji; w drugiej części pontyfikatu postrzegany był jako ten, który przekazuje orędzie ewangeliczne dzięki swej energii i odwadze wobec wymagań swojej posługi pasterskiej, pomimo zmęczenia i oczywistego postępu choroby. 11 lutego 1984 roku w liście apostolskim Salvivici doloris, Ojciec Święty dzielił się chrześcijańskim sensem cierpienia. Dwadzieścia lat później sam tym sensem żył i o nim świadczył.

29 maja 1994 roku opuszczając po raz piąty Klinikę Gemelli, podczas modlitwy Anioł Pański  powiedział, przywołując zamach na jego życie 13 maja 1981 roku: „ Zrozumiałem(...), że mam wprowadzić Kościół Chrystusowy w trzecie tysiąclecie przez modlitwę i wieloraką działalność, ale przekonałem się później, że to nie wystarcza: trzeba było wprowadzić go przez cierpienie – przez zamach trzynaście lat temu i dzisiaj przez tę nową ofiarę Dlaczego właśnie teraz, dlaczego w tym roku, w Roku Rodziny? Właśnie dlatego, że rodzina jest zagrożona, rodzina jest atakowana. Także Papież musi być atakowany musi cierpieć, aby każda rodzina i cały świat ujrzał, że istnieje Ewangelia – rzec można – „wyższa“: Ewangelia cierpiernia, którą trzeba głosić, by przygotować przyszłość, trzecie tysiąclecie rodzin, każdej rodziny i wszystkich rodzin.

Chciałem się podzielić tymi refleksjami podczas pierwszego spotkania z wami drodzy rzymianie i pielgrzymi, na zakończenie miesiąca maryjnego, ponieważ ten dar cierpienia zawdzięczam Matce Bożej i to Jej za niego dziękuję. Zrozumiałem, że potrzeba było, bym dysponował tym argumentem wobec możnych tego świata. Znów mam się z nimi spotkać i rozmawiać. Jakich mogę użyc argumentów? Pozostaje mi ten argument cierpienia.“

 

-         Podczas 26 lat, 5 miesięcy i 16 dni, Jan Pweł II przypomniał nam „w czasie i niewczasie wymagający wybór Ewangelii, niewygodny dla jednych i stymulujący dla innych

-         Razem z Kościołem przeżywał rytm współczesnego świata, będąc często głosem tych, którzy są „bez głosu“.

-         Przypomniał swiatu prawa człowieka tak samo jak prawa Boga, angażując Kościół w opcję na rzecz biednych na drodze służby każdemu człowiekowi.

-         Proponował głęboką refleksję odnośnie najważniejszych problomów naszych czasów: problemów etycznych, relacji miedzy wiarą i rozumem, poszukiwania prawdy.

-         Podjął śmiało dialog ekumeniczny i międzyreligijny.

-         Wielu z nas pozostanie na zawsze naznaczonych pierwszymi słowami tego pontyfikatu: „Nie lękajcie się przyjąć Chrystusa i zaakceptować Jego władzę. Pomóżcie Papieżowi i tym wszystkim, którzy chcą służyć Chrystusowi, i razem z mocą Chrystusa, służyć człowiekowi i całej ludzkości“.

 

Oto kilka refleksji dotyczących tego pontyfikatu. Nie można na nich poprzestać, lecz wracać myślą do bogactwa osobowości i nauczania tego Papieża. Młody ksiądz Karol Wojtyła napisał sztukę teatralną pod tytułem „Brat naszego Boga“, poświęconą osobie i dziełu świętego Brata Alberta Chmielowskiego. Sztukę tę potem reżyser Krzysztof Zanussi przeniósł ta taśmę filmową. Jest jedna scena w tym filmie bardzo wymowna, która mnie osobiście bardzo uderzyła. Młody artysta Adam Chmielowski pełen rosterek o przyszłość swojego zaangażowania, pojechał na Bielany do klasztoru Ojców Kamedułów. Dzieli sie swoimi rozterkami i kłopotami z przeorem klasztoru. W odpowiedzi słyszy jego radę: daj sie kształtować miłości. Dzisiaj można te same słowa powtórzyć patrzac na osobę i nauczanie Jana Pawła II. Myslę, że w tym zawiera sie jego wielkie dzieło złączenia człowieka z Bogiem.

Na koniec trzeba wspomnieć o czymś co może trudno okreslić jako linię pontyfikatu, ale bez czego nauczanie Jana Pawła II nie miałoby tak wielkiej mocy i nie poruszyłoby tak wiele ludzkich serc. Za wszystkim tym co Jan Paweł II mówił i czynił stała jego osobista świętość. Jak powiedział o nim jeden z komentatorów: „uczył jak żyć i żył tak jak uczył“. Nie miał nic do ukrycia i pełną żarliwości wiarę zachował aż do końca swoich dni. To dlatego był i pozostał tak wielkim autorytetem. U nas wszystkich obudził młodość i entuzjazm wiary nie tylko słowem, ale również życiem i wpatrzeniem w Mistrza, na którego zawsze wskazywał – Jezusa Chrystusa. Najdobitniejszym dowodem na to, że nie zatrzymywał ludzi dla siebie, jest wielka życzliwość z jaką został przyjęty i powitany przez wiernych Benedykt XVI. Autentyczna świętość Jana Pawła II, której oficjalne potwierdzenie przez Kościół nastąpiło w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 1 maja 2011 roku, jest największym skarbem jaki nam zostawił, i dzięki której tak żywe jest w Kościele to wszystko co mówił i czynił.

 

BIBLIOGRAFIA

 

–„Communio”, Międzynarodowy Przegląd Teologiczny”, nr 5(137)                   rok XXIII, 2003

–„Ethos”, Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II KUL – Lublin, i Fundacji Jana Pawła II – Rzym, Numer Specjalny 2005

–„Więź” nr 5-6 (559-560), maj-czerwiec 2005, Jan Paweł II i pokolenie    Jana Pawła II

–„Znak”, rok LVIII, styczeń (1)2006: Kościół Jana Pawła II – Kościół     Benedykta XVI

–„Życie Duchowe”, Lato nr 43/2005: Jan Paweł II

–Poupard Paul, kard, Ten Papież jest darem od Boga, Księgarnia św.      Jacka, Katowice, 2002

–Tischner Józef, Drogi i bezdroża miłosierdzia, wyd. AA, Kraków 1999

Jan Paweł II – 25 lat pontyfikatu, Libreria Editrice Vaticana, Ed. Aquila          Bianca, 2003

Jan Paweł II, Autobiografia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003